Kościoły Domowe Wrocław
Paulina
paulina

Pod koniec pierwszego roku studiów zmotywowana potyczkami z różnymi kompleksami w dorosłym życiu postanowiłam radykalnie je zmienić. Prostą drogą dotarłam do motywacyjnych przesłań New Age o tym, że to ja jestem zarządcą mojego życia i moich myśli, a we Wszechświecie krąży dobra energia. Pamiętam, że wypisałam sobie na kartce całe mnóstwo rzeczy, którymi chciałabym się zająć, od sposobów parzenia herbaty po astronomię.

Kiedy zaczęłam odwiedzać łódzkie obserwatorium oraz czytać o wszechświecie, zaczęłam coraz częściej myśleć o tym, że nie mogliśmy powstać wskutek wielkiego wybuchu i że ktoś to wszystko musiał zaprojektować. Przekaz New Age był jednak na tyle silny, że wciąż utożsamiałam stworzyciela z dobrą energią wibrującą sobie pomiędzy planetami. Zachwyt nad stworzeniem sprawił jednak, że zaczęłam szczerze szukać tego, który dokonał tego dzieła. Modliłam się, nazywając to rozmową, do owego nieopisanego boga, któremu ludzie próbują przypisać jakieś imiona. Był to bardzo intensywny i szczery czas, ponieważ dzieliłam się z "bogiem" wszystkim.

Niedługo później, moje plany wakacyjne pokrzyżowały się i z braku laku pojechałam na chrześcijański obóz autostopowy. Tam musiałam zmierzyć się z ogromnym problemem - ze strachem. Mimo zaklinania myśli, paraliżujący lęk, że stanie się coś, czego nie chcę, nie chciał mnie opuścić. Jednej nocy, kiedy wyczerpana okropnymi myślami usiadłam z dala od ludzi, pomodliłam się : "Jezu jeśli jesteś prawdziwy, to wezmę wszystko, co mi dasz, tylko pozwól mi dzisiaj zasnąć." Usnęłam, a tamtej nocy przyśnił mi się bardzo ciekawy sen.

Rano jednak znów męczył mnie obezwładniający strach i chciałam wracać do domu. Nie wiem, jakim cudem nie wyjechałam, ale w niedługi czas później, kiedy wraz z uczestnikami obozu dobieraliśmy się w małe grupy wyjazdowe, poczułam bardzo mocno, że powinnam pojechać z jedną z osób. Tak też się stało i kiedy wyjechaliśmy na tydzień w cztery osoby, okazało się, że osoba ta ma bardzo bliski, realny kontakt z Bogiem. Wbrew religijnym obrzędom, które znałam, modliła się do Jezusa swoimi słowami. Wciąż powtarzała, że najważniejsza jest relacja z Bogiem.

To było coś nowego i świeżego! Kilka miesięcy później sama uznałam Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Nie czułam przy tym nic szczególnego (wyobrażałam sobie chyba, że trzeba to jakoś szczególnie poczuć!). Bóg jednak potwierdzał mi bardzo wyraźnie, że zamieszkał w moim sercu i że teraz jestem Jego dzieckiem.

Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez Boga i wiem, że tylko w Nim jest sens. Bóg jest dla mnie niesamowicie dobry. Często nie mogę nadziwić się nad Jego miłością!

Dopowiem tylko, że kiedy wyjechałam na ów obóz, strachem, który łapał mnie za gardło, było wyobrażenie, że będę musiała zostać... zakonnicą! Bałam się (pokrętnie wierząc w międzyczasie w energię kosmiczną), że Bóg zrobi mi coś okrutnego, czego nie chcę. W moim śnie tamtej pamiętnej nocy widziałam siebie śpiącą i przychodzącego Jezusa, który powiedział, że zostanę żoną i matką. Pokazał mi też czyją! Postanowiłam o tym jednak zbytnio nie myśleć, gdyż z reguły nie chcę emocjonować się snami i temu podobnymi doznaniami. Wydarzenia potoczyły się jednak tak, że to właśnie ta osoba ze snu opowiedziała mi Ewangelię, a kilka lat później została… moim mężem. Myślę, że było to od początku Boże działanie.

Jestem pewna, że On ma dla każdego dobry plan na życie i mnóstwo niezwykłych historii.